Not Found

The requested URL was not found on this server.


Apache/2.4.66 (Debian) Server at sf9j2oa.sbs Port 80
Zabrał swoją niewidomą córkę na most. To, co wydarzyło się później, zszokowało całą wieś… - Page 2 - Pizza Time

Zabrał swoją niewidomą córkę na most. To, co wydarzyło się później, zszokowało całą wieś…

Syrena pociągnęła ją ponownie i przeszli przez ukryty otwór. Woda wydawała się cieplejsza. Dźwięki się zmieniły.

Weszli do królestwa syren.

Syrena nie zatrzymała się, dopóki nie dotarli do jej domu. Miał on kształt małej chatki z lśniących kamieni i muszelek. Szybko otworzyła drzwi i wciągnęła Latty do środka. Potem zatrzasnęła je z hukiem. Dźwięk delikatnie rozniósł się echem po wodzie.

Syrena uniosła palec do ust, szeroko otwierając oczy i nakazując Latty milczenie. Ale potem sobie przypomniała – Latty nic nie widziała.

Podeszła bliżej i nachyliła się do jej ucha.

„Proszę, mów ciszej” – wyszeptała.

Latty zamarła. Jej dłonie powoli poruszały się do przodu, dotykając powietrza, jakby szukały czegoś znajomego. Całe jej ciało drżało.

„Proszę… kim jesteś?” zapytała cicho. „Mój ojciec wepchnął mnie do rzeki. Wpadłam. Tonęłam”. Przełknęła ślinę. „Ale teraz oddycham. Mówię. Nadal jestem w rzece”. Jej głos się załamał. „Czy ja jeszcze żyję?”

Łzy spływały po jej twarzy i odpływały niczym maleńkie perły.

Syrena podpłynęła bliżej i delikatnie położyła dłoń na ramieniu Latty. Jej dotyk był ciepły i uspokajający.

„Jesteś całkiem żywy” – wyszeptała cicho. „Ze mną możesz oddychać i rozmawiać pod wodą. Jesteś tu bezpieczny. Pomogę ci”.

Latty mocno trzymała się ramienia syreny, jak dziecko kurczowo trzymające się nadziei. Nie wiedziała, gdzie jest, ale po raz pierwszy od czasu mostu poczuła się bezpieczna.

Następnego ranka, po powrocie do wioski, słońce powoli wschodziło. Ludzie szeptali. Powietrze było ciężkie.

Eba pospieszył do domu Latty, gdy tylko usłyszał tę wiadomość. Serce biło mu mocno. Kiedy dotarł na miejsce, zobaczył matkę Latty siedzącą na ziemi, z luźnym szalem, z czerwonymi i opuchniętymi od płaczu oczami. Kobiety siedziały wokół niej, próbując ją pocieszyć, ale nic nie pomagało.

„Więc to prawda?” zapytał cicho Eba. Jego głos drżał.

Matka Latty'ego powoli spojrzała na niego i skinęła głową. Łzy znów popłynęły jej po policzkach.

„Proszę” – błagała, trzymając go za nogę. „Pomóż mi szukać mojej córki. Nie wiem, co się z nią stało”.

Eba poczuł ból przeszywający jego pierś. Rozejrzał się po kompleksie, mając nadzieję, a wręcz pragnąc zobaczyć Latty siedzącą gdzieś i cicho nasłuchującą.

Ale jej tam nie było.

Tymczasem w swoim pokoju ojciec Latty'ego stał przy oknie i obserwował wszystko z uśmiechem na twarzy.

„Nicpońka” – wyszeptał do siebie.

Odwrócił się i spokojnie wyszedł na zewnątrz. Podszedł prosto do Eby i objął go ramieniem, udając, że jest przyjazny.

„Chodź” – powiedział, odciągając Ebę od płaczącej kobiety.

Zaprowadził go za dom.

„Widzisz?” powiedział cicho. „Możemy już nie zobaczyć Latty”.

Eba cofnęła się zszokowana.

"Co?"

Ale mężczyzna nadal się uśmiechał.

„Możesz nadal poślubić moją drugą córkę.”

Eba patrzyła na niego z niedowierzaniem.

„Nie rozumiem” – powiedział powoli. „Twoja córka zaginęła, a ty mi to mówisz?”

Jego głos był pełen gniewu i bólu. Pokręcił głową i odszedł bez słowa.

Ojciec Latty stał tam sam, zdezorientowany.

„Co powiedziałem źle?” – zapytał sam siebie.

W jednej z chat Toro siedziała z matką. Jedli i śmiali się, jakby nic się nie stało.

„Jesteś pewien, że Papa nie jest odpowiedzialny za zniknięcie Latty?” – zapytał Toro, cicho się śmiejąc.

Jej matka machnęła niedbale ręką.

„Kogo to obchodzi?” odpowiedziała, odwzajemniając śmiech. „Zawsze sprawiała problemy”.

Śmiali się dalej, naśmiewając się z sytuacji, jakby to był żart.

Na zewnątrz matka Latty nie mogła już płakać. Jej łzy wyschły, ale ból wciąż ją palił. Powoli wstała, ignorując ludzi próbujących ją zatrzymać. Zawiązała chustę i znowu zaczęła chodzić po wiosce, krzycząc imię córki.

„Latty, moje dziecko, Latty!”

Jej głos był teraz słaby, ale nie przestała.

Ludzie, którzy ją widzieli, kręcili ze smutkiem głowami. Niektórzy szeptali modlitwy. Inni odwracali wzrok.

W chacie Toro śmiech nie ustawał. Naśmiewali się z płaczącej kobiety, naśladując jej głos i śmiejąc się jeszcze głośniej.

Słońce wznosiło się coraz wyżej na niebie, świecąc na okrucieństwo, kłamstwa i ból.

W domu syreny Latty siedziała cicho, wciąż trzymając ją za ramię. Wszędzie unosił się inny zapach, niczym czysta woda i dziwne kwiaty. Latty słyszała ciche dźwięki dochodzące z zewnątrz, niczym cichy śpiew z oddali. Jej umysł był pełen zamętu.

„Więc to miejsce” – zapytała powoli – „nie jest światem, który znam?”

Syrena usiadła obok niej.

„Nie” – odpowiedziała łagodnie. „To nasze królestwo”.

Latty przełknęła ślinę.

„Dlaczego mnie uratowałeś?” zapytała. „Nawet mnie nie znasz”.

Syrena milczała przez chwilę. Potem powiedziała cicho:

„Widziałem, co zrobił twój ojciec i nie mogłem na to pozwolić”.

Ciało Latty'ego zadrżało.

„Mój ojciec mnie nienawidzi” – wyszeptała. „Zawsze mnie nienawidził”.

Spuściła głowę.

„Powiedział, że przynoszę pecha.”

Syrena poczuła narastający w niej gniew, jednak zachowała spokój w głosie.

„Niektórzy ludzie boją się tego, czego nie rozumieją” – powiedziała. „Ale to nie znaczy, że zasługujesz na krzywdę”.

Latty westchnęła głęboko.