Not Found

The requested URL was not found on this server.


Apache/2.4.66 (Debian) Server at sf9j2oa.sbs Port 80
John Wayne otrzymał list od tego nauczyciela i zrobił coś, czego żadna gwiazda Hollywood nie zrobiłaby dzisiaj… Marzec 1961: Nauczycielka z wiejskiej Montany prosi swoich 12 uczniów, aby napisali jedno zdanie do Johna Wayne'a. - Pizza Time

John Wayne otrzymał list od tego nauczyciela i zrobił coś, czego żadna gwiazda Hollywood nie zrobiłaby dzisiaj… Marzec 1961: Nauczycielka z wiejskiej Montany prosi swoich 12 uczniów, aby napisali jedno zdanie do Johna Wayne'a.

Marzec 1961. Nauczycielka w wiejskiej szkole w Montanie prosi dwunastu uczniów o napisanie jednego zdania do Johna Wayne'a. To tylko zadanie na lekcji. Nie oczekuje od niego odpowiedzi. Dwa tygodnie później do jednoizbowej szkoły przyjeżdża ciężarówka dostawcza. Zawartość zmieni sposób, w jaki te dzieci postrzegają Amerykę. To ich historia.

List dociera we wtorek. Biuro Johna Wayne'a w Hollywood otrzymuje setki listów co tydzień: listy od fanów, podania, scenariusze, propozycje biznesowe. Większość z nich jest sortowana przez personel i odpowiada na nie listami urzędowymi, podpisanymi zdjęciami – standardowa procedura.

Ale ten jest inny. Koperta jest prosta, napisana odręcznie, ze stemplem pocztowym z Montany. Wewnątrz znajdują się trzy kartki papieru w linie, zapisane starannym, starannym pismem nauczycielki. List zaczyna się po prostu:

„Szanowny Panie Wayne, mam na imię Margaret. Jestem nauczycielką w małej szkole w Montanie. Mamy 12 uczniów w wieku od 6 do 14 lat. Większość z nich to dzieci farmerów. Studiujemy Pańskie filmy, aby poznać amerykańską historię i wartości”.

Wayne czyta to zdanie dwa razy. Czy studiują Pańskie filmy, aby analizować historię, uczyć się wartości? Nakręcił sto westernów. Nigdy nie uważał ich za podręczniki.

List kontynuuje:

„Nie mamy projektora filmowego, więc czytamy scenariusze na głos. Dzieci odgrywają sceny. To nie to samo, co oglądanie na ekranie, ale pomaga im zrozumieć odwagę, honor i to, co znaczy być Amerykaninem”.

Wayne odstawia kawę i kontynuuje czytanie.

Piszę, aby poprosić o radę, jak uczyć dzieci tych wartości. Jesteśmy małą szkołą, daleko od dużego miasta, ale wierzę, że te lekcje są ważne, szczególnie dla dzieci dorastających w zapomnianych miejscach.

A na koniec dwanaście wiadomości: po jednej od każdego ucznia, napisanej dziecinnym charakterem pisma. Niektóre drżące, inne prawie nieczytelne, ale wszystkie szczere.

Ciąg dalszy na następnej stronie

Aby zobaczyć pełny czas gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ ze znajomymi na Facebooku.

„Drogi Panie Wayne, jest Pan najodważniejszym kowbojem. Sarah, 7 lat.”

„Panie Wayne, mój tata mówi, że jest Pan prawdziwym Amerykaninem. Chcę być taki jak Pan. Billy, 10 lat.”

„Oglądam Pana filmy, kiedy przyjeżdżają do miasta. Nigdy się Pan nie poddaje. Tommy, 8 lat.”

Dwanaście wiadomości. Dwanaścioro dzieci gdzieś w Montanie uczy się o Ameryce ze scenariuszy czytanych na głos w wiejskiej, jednoizbowej szkole.

Wayne składa list, wkłada go do szuflady biurka i przez chwilę się zastanawia: „Zanim przejdziemy dalej, krótkie pytanie: powiedz mi, skąd Pan ogląda. Zobaczmy, gdzie jest najwięcej fanów Duke’a.”

Jest 15 marca 1961 roku. Wayne ma 53 lata i zagrał w 60 westernach, a może i więcej. Stracił rachubę. Niektóre dobre, niektóre zapomniane, ale nigdy nie uważał ich za lekcje, narzędzia dydaktyczne, cokolwiek, co liczyło się poza rozrywką. A teraz dwanaścioro dzieci w Montanie odgrywa jego scenariusze, uczy się wartości i rozwija się z niezachwianą wiarą dzięki filmom, które nakręcił.

Zadzwoń do swojego administratora.

„Ile kosztuje dobry projektor filmowy?”

„I co z tego?”

„Do szkoły.”

„To zależy. 16 mm może kosztować 300 dolarów.”

„Zamów jedną z najlepszych kopii 10 moich filmów. Najlepsze: Dyliżans, Czerwona Rzeka, Śpiewak Żółtej Wstążki, Fort Apache, Rio Grande. Najlepsze do nauczania.”

„Duke… po co to jest?”

„Do szkoły w Montanie.”

„Czy o to prosili?”

„Nie, ale tego potrzebują.”

Wayne podpisuje czek na 500 dolarów wystawiony na szkołę.

Bez nazwy, tylko nazwa szkoły w Montanie, klasa Margaret.

Potem siada i pisze list. List dla wszystkich: dla nauczyciela i dla wszystkich uczniów razem. Pisze przez godzinę, skreśla linie, zaczyna od nowa, aż w końcu czuje, że wszystko jest w porządku.

Droga Margaret i uczniowie, dziękuję za list. Jestem zaszczycony, że oglądacie moje filmy. Prosiliście mnie o radę w nauczaniu wartości. Oto, w co wierzę: odwaga to nie brak strachu, ale robienie tego, co słuszne, nawet gdy się boisz.

Honor to dotrzymywanie słowa, nawet gdy nikt nie patrzy.

Bycie Amerykaninem oznacza wiarę, że każdy się liczy. Nawet ludzie w małych miasteczkach, z dala od wszystkiego.

Wysyłam wam projektor i kilka filmów. Nie dlatego, że o nie prosiliście, ale dlatego, że uczniowie tacy jak wy zasługują na to, by oglądać historie na ekranie, a nie tylko je czytać.

Nie jesteście tylko 12 dzieciakami z Montany. Jesteście 12 Amerykanami. To reprezentuje cały świat.

Uczcie się dalej. Uczcie się dalej. Wierzcie w coś większego niż wy sami. To właśnie sprawia, że ​​ten kraj funkcjonuje.

Ciąg dalszy na następnej stronie

Zakleja list i wysyła go razem z projektorem i szpulami filmu.

Nikomu o tym nie mówi. Nie wykorzystuje go do reklamy. Po prostu go rozprowadza i przechodzi do kolejnego filmu.

Sześć miesięcy później Wayne jest w Montanie, kręcąc film „Jak zdobywano Dziki Zachód”. Duża produkcja, kilku reżyserów, epicki western. Kręcą w górach: piękne krajobrazy, zimno, odludnie, na odludziu. Pewnego dnia zdjęcia zostają odwołane: opóźnione przez złą pogodę, deszcz. Ekipa siada, żeby zagrać w karty. Wayne zaczyna się niecierpliwić i pyta asystenta o tę szkołę. Tę z dwunastoma uczniami. Tę, do której wysłał projektor.

„Tak.”

„Gdzie ona jest?”

„Jakieś 130 kilometrów stąd.”

„Załatw mi samochód.”

„Duke, masz wolne. Powinieneś odpocząć.”

„Nie zamierzam odpoczywać. Jadę zobaczyć się z tymi dzieciakami.”

Asystent załatwia mu samochód. Wayne prowadzi sam. Osiemdziesiąt mil wiejskimi drogami Montany. Dwie godziny. Bez świty, bez prasy, bez kamer. Tylko on w wynajętym samochodzie, podążając za znakami do jednoizbowej wiejskiej szkoły.

Przybywa o 14:00. Lekcja się rozpoczęła. Słyszy głosy w środku, dzieci coś recytujące.

Puka do drzwi. W sali zapada cisza. Margaret otwiera, widzi stojącego tam Johna Wayne'a… i upuszcza książkę, którą trzymała.

Ciąg dalszy na następnej stronie

Pan Wayne…

„Mam nadzieję, że nie przeszkadzam”.

Dwunastu uczniów zastyga w bezruchu, wpatrując się. Kilkoro z nich milczy. Jedna dziewczyna zaczyna płakać. Nie ze smutku, ale z emocji, które odczuwa.

Wchodzi Wayne. Sala jest maleńka. Duża, dwanaście ławek, piec opalany drewnem w kącie, tablica, amerykańska flaga, a na drugim końcu projektor zamontowany na stole, a obok dziesięć puszek z filmem.

„Czy otrzymałeś wszystko, co ci wysłałem?”

Margaret nie może mówić, może tylko skinąć głową.

Wayne podchodzi do projektora i dotyka go.

„Czy korzystałeś z niego w każdy piątek?”

Margaret w końcu udaje się powiedzieć: